środa, 6 lutego 2013
Organizacja Pozytku Publicznego
Jesteśmy Organizacją Pożytku Publicznego od 2009r. Istnieje możliwość wsparcia nas poprzez
przekazanie nam 1% podatku na potrzeby naszej młodzieży.
NIP: 628-221-40-04, REGON:120-963-091, KRS:0000-333-424
Fundacja „Donum Spes” tel. 14/671-73-20
32-813 Uście Solne 174, woj. małopolskie
www.fundacja-donum-spes.com
Nr: 50 1750 1048 0000 0000 1175 8398 PLN
Nr: 69 1750 1048 0000 0000 1175 8444 EUR
Nr: 47 1750 1048 0000 0000 1175 8452 USD
KOD SWIFT: RCBW PLPW Raiffeisen Bank SA.
PayPal: fundacja.donum.spes@gmail.com
/płatności przelewem internetowym/
Gdybyś wiedział jak bardzo cię kocham,
płakałbyś z radości” (z orędzia Maryi)
niedziela, 20 stycznia 2013
Kaplanstwo i posluga ...
Nie ma tygodnia, żeby ktoś nie doznał łaski za wstawiennictwem bł. ks. Jerzego, tak jest nieprzerwanie od 30 lat
Mężczyzna w sile wieku w jednym z warszawskich szpitali przechodził właśnie operację kręgosłupa. Ale pojawiły się komplikacje. Zakończyło się implantacją metalowego rusztowania stabilizującego kręgosłup.
– Wkrótce potem doznałem rozległego zawału serca – wspomina.
Słabł z minuty na minutę, balansując na krawędzi utraty przytomności. Nabierał przekonania, że umiera. Nagle jeden z lekarzy zawołał: „Puściło naczynie…”.
– Na twarzach pozostałych lekarzy zobaczyłem niepokój i wielkie napięcie. To traciłem, to odzyskiwałem świadomość, docierał do mnie dramatyzm sytuacji. Widząc, że jest to krytyczny moment, resztką sił zawołałem: „Księże Jerzy, pomóż…”.
Zabiegi na sercu chorego mężczyzny trwały nadal, a on, jak opowiada, czuł, że ktoś trzyma go mocno za rękę. – Czułem szczególne ciepło. Przeszyły mnie dreszcze, zrozumiałem, że był przy mnie ks. Jerzy.
I wtedy powoli wszystko zaczęło wracać do normy. – Poczułem przypływ sił, po chwili wszystko ucichło i po jakimś czasie usłyszałem głos lekarza: „Wszystko będzie dobrze”. Byłem pewien, że nic złego mnie nie spotka. Chociaż z medycznego punktu widzenia zagrożenie życia wciąż istniało, zawał okazał się nietypowy, wyjątkowo rozległy. Lekarze powiedzieli później choremu, że moment, w którym głośno zawołał ks. Jerzego, był decydujący. To on przyczynił się do uzdrowienia.
Poza czasem i poza przestrzenią
Z jednej strony coraz większa laicyzacja, ośmieszanie i wyszydzanie wartości, odchodzenie od wiary, z drugiej zaś, gdzieś w środku „oka cyklonu” toczy się prawdziwe życie Kościoła. I dzieją się cuda. Po cichu. Dyskretnie. Bo cuda są właśnie takie: nie rzucają się w oczy, nie krzyczą. Dlatego zwykli ludzie, którzy przybywają do grobu ks. Jerzego Popiełuszki w Warszawie i tam się modlą, często wyjeżdżają odmienieni. „Porażeni” łaskami, których się wcale nie spodziewali.
– Choroby, jakie mnie nawiedzały od 7 lat, tutaj ustąpiły – opowiada starszy mężczyzna. – Były to przypadłości nowotworowe. Moje prośby za wstawiennictwem ks. Jerzego Popiełuszki zostały wysłuchane, a Pan Bóg pozwolił mi już dożyć 80. roku życia – dodaje.
Kobieta z Poznania, która w czasie pobytu w Warszawie razem z córką modliła się przy grobie ks. Jerzego, opowiada:
– Poprosiłam ks. Jerzego, aby odsunął ode mnie ból, jaki od kilku lat dokuczał mi w palcu lewej stopy. Był to ból nieustanny, promieniował na całą stopę. Chirurdzy byli bezradni, mówili, że ingerencja może spowodować uszkodzenie kości.
Po powrocie do domu kobieta nagle zdała sobie sprawę, że nie czuje bólu.
– Mój palec jest „czysty”, bez ropy, ran, a ból nie promieniuje na stopę! Mijają 3 miesiące od tego czasu i mam 100 proc. pewności, że moja modlitwa przy grobie ks. Jerzego przyniosła dar uzdrowienia – oznajmia kobieta.
Łask za wstawiennictwem bł. ks. Jerzego doznają także ci, którzy modlą się za jego przyczyną w swoim domu lub parafialnym kościele czy też w jakimkolwiek miejscu na ziemi. Przestrzeń nie ma tu bowiem znaczenia. Święci działają poza czasem i poza przestrzenią.
– Dostałem ataku kamicy pęcherzyka żółciowego. Po operacji pomodliłem się do bł. ks. Jerzego i nadzwyczaj szybko, bez żadnych komplikacji powróciłem do zdrowia. Jestem przekonany, że zawdzięczam to wstawiennictwu bł. Męczennika – mężczyzna z Warszawy opowiada o wydarzeniach z sierpnia 2012 r.
Podobny przypadek zdarzył się mieszkance Zabrza, która zamówiła Mszę św. w intencji poprawy stanu zdrowia męża, który chorował na raka. Zaraz potem otrzymała od syna wiadomość, że badania nie wykazały procesu nowotworowego. – Łaskę tę otrzymałam dzięki wstawiennictwu ks. Jerzego. Mam co do tego całkowitą pewność – przyznaje. – Ks. Jerzy jest bardzo skutecznym patronem od spraw bardzo bolesnych.
Skuteczny w szukaniu pracy
Łaski są różne, jak różne są ludzkie sprawy. Małżeństwo z Ostrołęki wyraża wdzięczność za przetrwanie kilku poważnych kryzysów. To dzięki wstawiennictwu ks. Popiełuszki para się nie rozwiodła. – Dokonało się również nawrócenie mojego męża. Od tamtej pory staram się kierować w życiu hasłem ks. Jerzego: „Zło dobrem zwyciężaj” – czyli dobrocią. Wybieram to, co naprawdę jest dobrem.
Dosyć często ks. Popiełuszko wstawia się za ludźmi, którzy szukają pracy. Mężczyzna z Warszawy opowiada, że jego zięć po zwolnieniu z firmy przez rok nie mógł znaleźć zatrudnienia. – Rozpocząłem wtedy modlitwę za wstawiennictwem ks. Jerzego. Obecnie od 2 miesięcy zięć ma stałą pracę. Jestem wdzięczny ks. Popiełuszce za otrzymaną łaskę.
Inny przypadek:
– Wierzę mocno w to, że ks. Jerzy przyczynił się do tego, iż mój mąż został przywrócony do stałej pracy – opowiada kobieta z małego miasteczka w województwie małopolskim. – Mąż ma 55 lat, 2 lata temu prezes wystawił go do zwolnienia, tłumacząc, że to komputer tak wybrał. Modliłam się do Boga za wstawiennictwem ks. Jerzego, wierząc z całych sił, że wysłucha moich próśb. Mówiłam mu: „Ponieważ byłeś opiekunem ludzi pracy, zlituj się, pomóż”. Codziennie stawałam z dziećmi przed obrazem Matki Bożej i śpiewałam pieśń: „Ojczyzno ma”. Bez męża, bo on jest niepraktykujący. Po 2 latach moje modlitwy zostały wysłuchane. Cudem jest, że mąż został przywrócony do tej samej pracy. Ks. Jerzy wysłuchał moich błagań. Teraz każdego dnia modlę się o nawrócenie męża. Wierzę mocno, że ks. Jerzy mi w tym pomoże.
Działa przez gazety i książki
Nawrócenia to kolejna „działka” bł. Jerzego Popiełuszki. Już za życia wielu doprowadzał do wiary, spowiadał osoby, które kilkanaście czy kilkadziesiąt lat nie przystępowały do spowiedzi, chrzcił dorosłych, nawracał. Po śmierci czyni to z jeszcze większą siłą.
Wśród ludzi, którzy doznają łask za przyczyną bł. ks. Jerzego Popiełuszki, są i tacy, którzy nawrócili się pod wpływem obejrzanego filmu czy przeczytanej lektury. Przykładów jest wiele.
Kobieta w średnim wieku, matka pięciorga dzieci, natrafiła na periodyk z wizerunkiem ks. Jerzego na okładce. – Zajrzałam do środka, przeczytałam artykuł o łaskach i cudach, jakich ludzie doznawali za przyczyną Błogosławionego – mówi. I wtedy sama zaczęła prosić ks. Popiełuszkę o pomoc, gdyż mąż tej kobiety od kilku miesięcy miał wstrzymywaną zapłatę za pracę w prywatnej firmie. – Zbliżał się rok szkolny, nie mieliśmy na podręczniki dla dzieci ani na bieżące opłaty – wspomina. Kiedy odłożyła gazetę na półkę, odebrała telefon. Okazało się, że mąż ma się zgłosić po zaległe pensje.
– Tę łaskę zawdzięczam ks. Jerzemu Popiełuszce. Sama nie mogłam uwierzyć w to, co się stało. Komuś może się to wydawać błahostką, ale dla nas była to ważna życiowa sprawa.
W dokumentach kościelnych są także świadectwa mówiące o wpływie ks. Jerzego na ludzi za pośrednictwem naszego tygodnika: „W tygodniku «Niedziela» przeczytałam artykuł o ks. Jerzym Popiełuszce. Prosiłam go o wstawiennictwo do Miłosiernego Boga o szczęśliwą operację mojej córki, matki dwóch synów, która była zagrożona rakiem. Otrzymałam tę łaskę, operacja przeszła szczęśliwie i nie było nowotworu. Dziękuję za to ks. Jerzemu Popiełuszce”.
Archiwa zawierają również listy mówiące o nawróceniach pod wpływem książek o Męczenniku. W jednym z nich czytamy: „Dałem książkę o ks. Jerzym, autorstwa Mileny Kindziuk, mojemu koledze do czytania. Skutek był taki, że kolega odprawił spowiedź generalną i twierdził, że jest przemieniony wewnętrznie. To nawrócenie dokonało się za przyczyną ks. Jerzego”.
Znane są również i takie fakty, że pod wpływem filmu o ks. Popiełuszce ktoś zaczął chodzić do kościoła albo po latach przystąpił do spowiedzi. Podobnie uczyniło wielu ludzi oglądających relację z beatyfikacji duchownego.
Nie wszyscy jednak od razu byli w stanie mówić publicznie o doznanych łaskach. I nic dziwnego. Bo jest to przecież rzeczywistość, która dotyka najgłębszych tajemnic ludzkiej duszy. Stąd też do dziś napływają świadectwa mówiące o cudach sprzed wielu lat. Matka trzynastoletniej córeczki np. dowiedziała się, że ma nowotwór. – Zemdlałam z przerażenia, obawiając się, co będzie z moim dzieckiem, gdyż sama je wychowywałam – opowiada. W tym samym czasie dowiedziała się o porwaniu ks. Jerzego Popiełuszki. Znała go z Mszy św. za Ojczyznę, na które systematycznie przychodziła. – To porwanie zupełnie mnie załamało. Na pogrzebie ks. Popiełuszki miałam tak ogromne bóle brzucha, że nie miałam siły zbliżyć się do trumny. Po pogrzebie zaś przyśnił mi się ks. Jerzy i pocieszał mnie, mówił, żebym się nie bała, że będzie ze mną w czasie operacji. Tak też było. Poszłam na salę operacyjną z wiarą, że wszystko będzie dobrze.
Po usunięciu guza badanie histopatologiczne wyszło prawidłowo. Gdy kobieta została wypisana ze szpitala, pierwsze kroki skierowała do grobu ks. Jerzego, by podziękować mu za ocalenie życia.
– Miejsce to jest dla mnie święte, przyjeżdżam tu na Mszę św., palę znicze, dziękując za uzdrowienie – podkreśla kobieta. Dziś jest z wnuczką Oleńką. – Zabieram ją ze sobą, by się tu ze mną modliła.
Cudem jest życie
Nie każdy jednak, kto prosi o cud, może go doznać. Dlaczego? To jedna z tajemnic, na którą tu, na ziemi, nie ma odpowiedzi. Cud nie jest na pewno działaniem mechanicznym. Pan Bóg nie jest „zobowiązany” dokonywać cudów w odpowiedzi na wszystkie zanoszone modlitwy. Nie wiadomo zresztą, co dla kogo jest w danym momencie życia lepsze.
Ale ważne jest to, że cuda w ogóle się zdarzają, że umacniają. Człowiek potrzebuje znaków zewnętrznych. One objawiają Bożą moc, pomagają wierzyć. I po to są łaski i cuda.
Zawsze łaski i cuda są świadectwem wstawiennictwa świętego czy błogosławionego. To nie sam święty czyni cuda, on tylko wstawia się za nami u Boga.
Jak twierdzą też ci, którzy doznali jakiejś łaski, z perspektywy czasu dostrzegają, że do jej otrzymania byli wcześniej długo przygotowywani. Choćby przez zdarzenia życia, cierpienia, przez ludzi, których spotkali na swojej drodze, przez lektury, na jakie się natknęli.
Cudów jest wokoło bardzo dużo. Największy – to każda Msza św. Cudem są narodziny człowieka. Każda spowiedź i powrót do Boga. Wreszcie – cudem jest samo życie. A ks. Jerzy je kochał. I walczył, by było godne. Może dlatego jest tak skutecznym pośrednikiem także w kwestiach związanych z życiem na ziemi.
Źródło: Niedziela 42/2012
NIE MA DLA MNIE DOBRA POZA TOBĄ
Świadectwo Ani
Chciałam podzielić się z wami krótkim świadectwem mojego nawrócenia, które miało miejsce 1 marca 2011 roku i było dla mnie cudownym przeżyciem, którego nigdy nie zapomnę.
Ale zacznę od tego, że jestem mężatką oraz mamą 6-letniego Dawidka i 5-letniej Gabrysi. Bardzo wcześnie Bóg obdarował mnie potomstwem, gdyż mając 17 lat zaszłam w ciążę, której nie planowałam. Moja nieplanowana ciąża była konsekwencją życia, jakie prowadziłam wcześniej.
Odkąd pamiętam zawsze szukałam miłości, ale nie takiej matczynej, a raczej ojcowskiej, której nigdy nie poczułam, gdyż mój ojciec porzucił mnie i moją mamę gdy miałam 9 miesięcy i uciekł do Stanów - bał się odpowiedzialności. Tłumaczył się, że jest już za stary na ojca, gdyż mieli z mamą już dwóch dorosłych synów. Ja byłam nie planowana przez niego. Tak więc zostałyśmy same z mamą. Nie było łatwo, ale przez wszystkie trudności przeszłyśmy razem. Kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, zawalił się cały mój świat. Po trzech miesiącach znajomości „wpadłam”. To był dla mnie koniec - koniec imprez, dyskotek, koleżanek i innych przyjemności, które oferował mi wtedy świat. Nie kochałam mojego obecnego męża. To było tylko chwilowe zauroczenie, jednak konsekwencje musiałam ponieść, on też.
Wtedy bardzo pomogła mi moja mama, bardzo mnie wspierała. I zaakceptowała fakt, że zostanie babcią. Zanim zaszłam w ciążę, dużo opowiadała mi o Bogu - że jest zbawiona i że dostała proroctwo, że nasz cały dom będzie zbawiony. Ja jednak jej wtedy nie słuchałam, wolałam się spotkać z koleżankami i z nimi gadać. Nie rozumiałam jej, ale cieszyłam się - odkąd się nawróciła, była całkiem odmieniona. Może już wtedy podświadomie pragnęłam żyć tak jak ona. Wszystko się zmieniło, gdy dowiedziałam się o ciąży. Wszyscy się ode mnie odwrócili została mi tylko moja mama i mój obecny mąż, który bardzo mnie wtedy wspierał.
Bardzo zbliżyłam się do mamy. Nasze relacje się poprawiły i pierwszy raz wtedy zbliżyłam się do Boga. Nawet przyjęłam do swojego serca Jezusa. Pochodziłam trochę na nabożeństwa do kościoła i na tym się skończyło.
W tym czasie też wyszłam za mąż za namową rodziny mojego męża w Kościele katolickim, mając już 3 miesięcznego synka Dawidka.
Moje nawrócenie nie przetrwało długo. Szybko odeszłam od Boga do świata.
Wtedy też rok po urodzeniu Dawidka zaszłam znowu w ciążę i urodziłam córeczkę Gabrysię, której również nie planowałam. Z mężem nawet dobrze nam się układało. Miał pracę, ja kończyłam technikum i razem z mamą opiekowałam się dziećmi. Jednak pewnego dnia stwierdziłam, że skoro mam taką świetną opiekunkę w postaci mojej mamy, to pójdę do pracy. Mama oczywiście się zgodziła. Nigdy by mi nie odmówiła. Wiedziałam o tym. No i zaczęło się. Wróciłam do życia. W tym czasie zaczęłam też bardziej dbać o wygląd, ładniej się ubierać, bardziej dbać o siebie. Zawierałam nowe znajomości. Koleżanki z pracy wyciągały mnie na dyskoteki. Wtedy też zdarzało się, że kogoś poznałam. Mąż był coraz bardziej zazdrosny, nie podobało mu się to jak się zmieniłam.
W domu też było coraz gorzej. Zamiast być matką spełniałam raczej rolę starszej siostry niż matki. Dzieci się ode mnie oddaliły, wolały się przytulać do babci niż do mnie. Bolało mnie to i w sercu przeżywałam to strasznie, ale sama nie potrafiłam się zmienić. Wtedy jakoś dostaliśmy z mężem zaproszenie na spektakl ”Bramy Nieba - Płomienie Piekła”. Dosyć sceptycznie do tego
podeszliśmy, ale w końcu poszliśmy. Wywarł on na nas ogromne wrażenie i kiedy na końcu ktoś powiedział, żeby do przodu wyszli ci, którzy chcą oddać życie Jezusowi, bez namysłu wyszliśmy na środek. Po spektaklu wróciliśmy normalnie do domu i nic poza tym się nie zmieniło. Jednak pewnego dnia zadzwonił pastor z kościoła i zaproponował nam spotkanie z nim i rozmowę na temat tego, co się wydarzyło. My jednak nie chcieliśmy o tym słyszeć, więc się wszystko urwało. Nasze życie wyglądało tak samo jak wcześniej. Dzieci rosły, a ja cały czas szukałam dla siebie wymarzonej pracy, w której mogłam się wykazać i zostać dłużej niż 3 miesiące. Znalazłam pracę w barze przy stacji paliw, dostałam umowę i nawet dobrze mi szło. Myślałam, że to idealna praca dla mnie, jednak później okazało się, że prawie zrujnowała ona moje życie i małżeństwo przez towarzystwo, jakie tam przychodziło. Nie umiałam sobie z tym poradzić. Coraz bardziej nimi przesiąkałam. Nawet zaczęłam grać w automaty do gier, które tam były. Brnęłam w coraz większe bagno.
Straciłam relacje z mężem, który stawał się coraz bardziej zazdrosny. W domu w ogóle nie zajmowałam się dziećmi, dbałam tylko o swój wygląd.
W końcu sprawy zaszły za daleko, miałam już wszystkiego dosć. Po rozmowie z mamą stwierdziłam, że muszę ratować swoją rodzinę i udało mi się w końcu stamtąd odejść. Gdy się otrząsnęłam, zaczęłam się zastanawiać, jak daleko odeszłam od Boga - że gdyby nie moja mama i jej modlitwy o nas, to pewnie już byśmy się dawno rozwiedli. Nie mogłam się pogodzić z tym, że tak nisko upadłam. Nie chciałam przecież takiego życia. Chciałam być szczęśliwa i mieć kochającą się rodzinę. Musiałam zacząć wszystko od nowa. Znalazłam nową pracę, w domu próbowałam odbudować kontakt z dziećmi, ale nie udawało mi się to w żaden sposób. Pragnęłam tego, ale nie potrafiłam się zmienić tak na 100%. Wiele rzeczy mnie pochłaniało do reszty. Uzależniłam się od komputera, telewizora, fryzjera, siłowni itp. O niczym innym wtedy nie myślałam tak jak o dbaniu o swój wygląd. Wszystko kręciło się wokół tego. Zabijałam się myślami na ten temat i nie dawały mi one spokoju, przez co mniej uwagi poświęcałam dzieciom. Także mój mąż nie był zadowolony z takiej żony. Miał do mnie pretensje, że nie jestem taka jak inne żony i matki i miał rację. W głębi serca bardzo mnie to bolało i czułam ogromny żal, że taka jestem.
Potrzebowałam zmiany, już dłużej nie mogłam tak żyć. Przynosiłam mężowi wstyd i doprowadzałam swoim zachowaniem do coraz częstszych kłótni w moim domu.
Wiedziałam, że droga, którą szłam, była zła; że daleko nie zajdę. Ale za każdym razem, kiedy próbowałam uchwycić się Boga, diabeł skutecznie mnie od tych myśli odciągał. Przeżyłam prawdziwą duchową walkę.
Jednak któregoś dnia mama dała mi do poczytania prasę chrześcijańską i Nowy Testament. Nie buntowałam się, tylko zaczęłam to wszystko czytać z coraz większym zainteresowaniem. Zaczęłam się na nowo otwierać na Boga i jego Słowo. W końcu po jakimś miesiącu wszystko się we mnie skumulowało. Wszystkie emocje i przeżycia, moje serce pragnęło oczyszczenia. Przyszedł w końcu dzień, w którym to się stało. Będąc sama w domu, siedziałam przed komputerem, słuchałam piosenek TGD na You Tubie i przez przypadek natrafiłam na taki teledysk, który mówił o oddaniu swojego serca Jezusowi. Słowa tej pieśni bardzo mnie poruszyły, gdyż nie mogłam powstrzymać łez. Wiedziałam już wtedy, że to ten czas i miejsce i że nikt mnie nie powstrzyma. To było silniejsze ode mnie, tak bardzo pragnęłam Jezusa.
Teraz wiem, że to Duch Święty tak poruszył moje serce. To było niesamowite przeżycie.
Wtedy akurat przyszła do domu moja mama i wszystko jej powiedziałam. Bardzo się ucieszyła i pomogła mi uczynić ten krok i zmienić swoje życie, powierzyć je Bogu.
Czułam jak wielki kamień spada mi z serca, dając mi wielką ulgę i niesamowitą radość. Dopiero na drugi dzień wszystko do mnie dotarło. Poczułam, że moje serce wypełnia miłość naszego Pana Jezusa, który umarł za mnie i odpuścił mi wszystkie grzechy, dając mi nowe życie. Moje nowe życie jest cudowne. Wstaję rano i chce mi się śpiewać. Mam sens w życiu, nie zadręczam się już głupotami. Pan uwolnił mnie od palenia papierosów, dał mi wolność. Na drugi dzień w pracy połamałam wszystkie, które miałam i spuściłam w ubikacji, żegnając się z nałogiem raz na zawsze.
Skończyłam z oglądaniem telewizji i przesiadywaniem przy komputerze. Nie czułam już takiej potrzeby. Wolałam poczytać Słowo Boże albo jakąś chrześcijańską książkę.
Mój mąż się dziwi, co mi się stało, chociaż myślę, że to przeczuwał. On zna Ewangelię. Wierzę, że i on kiedyś przyjdzie do Pana. Będę się modlić za niego, a także za mojego ojca i moje dzieci. Postanowiłam sobie, że teraz wszystko się zmieni. Chcę wszystkim pokazać, że się zmieniłam dzięki Jezusowi. Chcę, żeby mój mąż miał żonę, na jaką zasługuje, a dzieci matkę, której tak naprawdę nigdy nie miały. Chciałabym, żeby ludzie mnie postrzegali za to, co mam w sercu, a nie mówili: "o to ta, co tak zmienia kolor włosów co tydzień". To się już dla mnie nie liczy. Wiem o tym, że to będzie szok dla mojego otoczenia, ale może będę im mogła dać świadectwo. Człowiek sam nie może sobie pomóc, tylko Bóg może zmienić życie na lepsze. Nic tak nie wypełni pustki w sercu, którą ma każdy, kto nie ma Jezusa w swoim sercu. Żaden ciuch, nowa fryzura, pogoń za karierą i pieniędzmi, to nie jest to!!!!
Tylko nasz Pan jest w stanie to uczynić. Przypominam sobie słowa mojej mamy, dawno temu usłyszane, że cały nasz dom będzie zbawiony, że nasza rodzina jest wybrana, ze Pan ma dla mnie plan. Teraz w to wierzę i rozumiem, co miała na myśli. Ostatnio mąż zapytał się mnie: ”Ty to chyba naprawdę jesteś szczęśliwa?". Odpowiedziałam mu, że nawet nie wie jak bardzo.
Chwała Panu za to, co uczynił dla mnie i mojej rodziny. Niczego się nie boję, bo wiem, że Pan jest ze mną, że mnie nie zostawi i przeprowadzi przez wszystkie trudności i problemy.
Już teraz wiele spraw zaczęło się poprawiać. Pan dał mi miłość do męża i dzieci, dał radość z każdego dnia spędzonego z nimi. Odnalazłam radość w codziennych porządkach w domu.
Chciałabym też, żeby Pan dał mi służbę w naszym mieście, żebym była dla Pana narzędziem w Jego rękach, aby móc mówić o Bogu i pomagać takim osobom jak ja zmienić swoje życie, żeby miało sens, jak to powiedziała moja koleżanka Kasia, w Panu.
Chcę być dla Pana cały czas gorąca, nie letnia i służyć Mu tak na 100%.
Anna Modzelewska z Ostrołęki, lat 25
Subskrybuj:
Posty (Atom)

